Człowiek

Wszędzie dobrze, ale być sobą najlepiej

W nadmorskim Darłowie, gdzie obecnie cumuje OSHEE, byłem dotychczas dziesiątki razy. Koszmarna trasa po bezdrożach za każdym razem sprawiała, że parkując samochód ponownie w Warszawie, czułem niesamowite uczucie ulgi. W półprzytomnej ze zmęczenia głowie kłębiła się jedna myśl – “Nie ma jak w domu”.

W ostatni weekend minęło dwadzieścia miesięcy od pierwszej nocy spędzonej w rufowej kajucie ówczesnego Maori – Maorysa. Przygotowując się do zdjęć do filmu promującego naszą ekspedycję, stałem na brzegu Bałtyku, wpatrując się w bezkres morza. Moje myśli krążyły wokół wyprawy, rodziny, przyjaciół i jachtu. Gonitwę emocji, zagadek i pytań po chwili ukoiła znana idea – “Nie ma jak w domu”.

Błażej - nie ma jak w domu

Spodziewaj się niespodziewanego

W Warszawie, na skrzyżowaniu ulic Królewskiej i Zielnej, konstatacja ta byłaby zgoła oczywista. Stałem jednak w Darłowie, nad morzem, kilkaset metrów od OSHEE i pół tysiąca kilometrów od domu! Nawet jeśli powinienem był się tej myśli w końcu tutaj spodziewać – ruszamy przecież za mniej niż 50 dni, to nadal było to dla mnie uczucie podobnie kojące, co zaskakujące.

Chyba jedynym stałym elementem przygotowań do naszej ekspedycji jest właśnie zmiana. Myślisz, że jestem gotowy? Nieprawda. Może załoga jest chociaż pod parą? Nie zawsze. Na jachcie wszystko skończone? Już nie. Koncepcja wyprawy spisana? Na wczoraj. Sponsor da drobiazg, a nie coś dużego? Na odwrót!

Rzeczy wymierne, przyziemne i czysto fizyczne nie raz sprawiły mi nie lada zagadkę lub niespodziankę. Ale dopiero ludzie potrafili naprawdę zaskoczyć. Tyle umysłów, dusz i serc odcisnęło swe piętno na naszej wyprawie, że wprost trudno w to uwierzyć. W dodatku pojawiały się one i znikały w okolicznościach niewyobrażalnych, często wręcz absurdalnych, przy których Mrożek czy Pythoni zawstydzeni odwracaliby wzrok – partnerzy, przyjaciele, załoga, przypadkowi ludzie, wrogowie… A my przecież nawet cum jeszcze nie oddaliśmy!

Dlatego nie próbuję już przewidzieć każdej konkretnej zmiany i przygotować na nią plan awaryjny. Zbyt wiele czeka nas rzeczy niesamowitych. Ty też nie szukaj wymówek i rozwiązań dla wszystkich możliwych problemów, bo nigdy nie wyjdziesz z domu. Zaprzyjaźnij się z myślą, że coś pójdzie nie tak i że tego nie przewidzisz. Traktuj to jako inspirujące wyzwanie, a nie paraliżujące zagrożenie. Przygotuj się na same zmiany i ucz się je wykorzystywać. Nie próbuj się im na siłę przeciwstawiać. Raczej korzystaj z ich energii, by pchały Cię tam, gdzie sam byś nie dotarł.

Panta rhei. Wszystko płynie.

Błażej - nie ma jak w domu

Czysta karta

“Co się w Tobie zmieniło, że podjąłeś takie wyzwanie?” – to jedno z tych pytań, których echo jeszcze nie wybrzmi, zanim słyszę je ponownie. A przecież to nie ja się zmieniam. To rzeka. To ona tworzy mi nowe okazje. Ja wciąż gonię marzenia. Gdy jestem bliżej, rzucam się. Łapię je do kolekcji.

Koncepcja tabula rasa, niezapisanej tablicy, mnie nie przekonuje. Nie jestem jak czysta karta, którą ludzie i los piszą swym charakterem. Przynajmniej chcę wierzyć, że tak nie jest. Moje pragnienia płyną ze mnie samego i we mnie są trwałe. Jeśli na co dzień potrzebny jest Ci partner, prezes lub powód by robić to, co dziś robisz – nie wierzę, że jesteś szczęśliwy. Posłuchaj się. Ty też masz swój pierwotny zew. Za nim podążaj, w domu i w pracy.

Wiem, taka postawa ma swoją cenę. Wszystko ma. Lepiej coś jednak stracić, niż nigdy tego nie mieć. Nie wyobrażam sobie nie poznać smaku spełnienia.

Nie jestem czystą kartą, raczej już naświetloną filmową taśmą. Na swojej drodze spotykam ludzi, którzy potrafią jej fragmenty wywołać, wydobyć na powierzchnię. Ale to, co zostało na niej wcześniej zapisane, jest tylko mną. Mam wielu reżyserów. Ale to jest mój film.

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz