Dania Inne Przygotowania Żagle

Powrót na Bornholm

A miało być tak pięknie…

Na miejscu w Darłowie nie wytrzymaliśmy długo i pomimo nie najlepszych prognoz meteorologicznych (brak wiatru) ruszyliśmy w drugi rejs na Bornholm. Przez pierwsze kilka godzin wiatr był bardzo delikatny, a później – na prawie godzinę – praktycznie całkowicie ucichł. Maks, lubiący przygody, postanowił wykąpać się na środku morza. Musicie mi niestety uwierzyć na słowo, bo zdjęcia nie nadają się do publikacji 😉

Po południu wiatr trochę się rozkręcił i jacht nabrał “zawrotnej” prędkości 4 węzłów.

Gdy nastała noc, okazało się, że różne systemy i urządzenia po kolei zaczynają nam płatać figle. Jako początkujący żeglarz i jeszcze bardziej początkujący elektronik, nie byłam w stanie samodzielnie naprawiać pojawiających się usterek i dlatego Marcin spędził całą noc „łatając różne dziury”.

Do malowniczego portu w Svaneke dobiliśmy o 7 rano – po 23 godzinach płynięcia. Totalnie wyczerpani postanowiliśmy uciąć sobie krótką drzemkę przed eksploracją wyspy.

Ekspedycja "RATrejs. Dookoła świata" - Bornholm, Randkløve
Ekspedycja "RATrejs. Dookoła świata" - Bornholm, Randkløve

Nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic…

Po naładowaniu baterii ruszyliśmy w poszukiwaniu, jak się okazało – niełatwej do znalezienia, rozpadliny w pobliżu miejscowości Randkløve. Jest to jedna z perełek krajobrazowych Bornholmu. Ma około 50 metrów długości i do 3 metrów szerokości. Gdy zeszliśmy w dół szczeliny, znaleźliśmy się nad brzegiem morza, które w tej okolicy jest praktycznie niedostępne ze względu na wysokie klify. Wykorzystaliśmy okazję, że znajdujemy się na malutkiej plaży sami i wskoczyliśmy do wody popływać.

Droga powrotna dość mocno nam się dłużyła, ale umilały ją przepiękne widoki i wizja kolejnego wspaniałego dnia – w sobotę mieliśmy bowiem wyruszyć na wyspę Christianso, położoną zaledwie kilka mil morskich od Bornholmu.

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz