Inne Przygotowania Żagle

Odstawiamy dziadka Sigandora

Walka o przywrócenie Sigandora do stanu akceptowalnego przez władze niemieckie trwała dość długo, aż wreszcie oddech czasu czuć było na plecach. Rike w coraz większym stresie mówił o konieczności powrotu do domu. Sezon jego zakontraktowanych rejsów był tuż tuż. Statek rozgrzebany jak kupa liści, brak załogi i przekroczony już ostateczny termin – te czynniki decydowały o następnych dniach. Co musiało pójść nie tak…

Załoga na już!

Rozpoczęliśmy poszukiwania chętnych na rejs do Eckernfórde. Nie było łatwo, ponieważ od wypłynięcia dzieliło nas tylko kilka dni. Znajomi niemieccy nie dysponowali czasem, a pomimo ogłoszeń na forach i fejsbuku chętnych nie było. Darmo, z wyżywieniem i finansowaniem powrotu – to widać nie wystarcza już polskiej braci żeglarskiej. Zgłosiło się dwóch młodziaków i przyjechali nawet do Darłowa, ale po obejrzeniu jeszcze niedokończonej jednostki, która wyglądała faktycznie nieco niekorzystnie, zawinęli się do domu. Pojawił się na szczęście z ogłoszenia kolega Adam – zahartowany, pełen energii, ale i spokoju człowiek związany z morzem. Rike zorganizował pomoc z Darłowa. Zaprzyjaźnił się z mieszkającym tu Niemcem, który miał na imię Klaus. Klaus miał ponad 80 lat, co – jak się później okazało – miało znaczenie. Dodatkowo nie mówił po angielsku i bardzo starał się nas przekonać, że mówi po polsku. Nie mówił…

Odstawiamy Sigandora
Odstawiamy Sigandora

Artystyczne zacięcie Klausa

Tak oto nasza odważna czwórka odbiła w biegu od brzegu 7 lipca. Brak korzystnego wiatru, więc diesel-grot i kierunek Niemcy. Początek obiecujący – spokój i cisza. Wypłynęliśmy po południu, więc noc z zapowiadanym “wmordęwindem” o sile 15 m/s zastała nas na wysokości Kołobrzegu. Zdałem wachtę Klausowi przekonany, że wie co robi, a Rike dołączy zaraz do Klausa. Wiatr zaczynał już harcować. Razem z Adamem, z którym wachtowaliśmy, zapadliśmy w sen pod pokładem.

Obudziło nas solidne rolowanie jednostki. Ciężko było się utrzymać w koi. Ubrałem się solidnie, bo na zewnątrz było ostro. Coś było nie tak. Okazało się, że Klaus nie obudził Rike na wachtę i sam dzielnie próbował sterować. Rike również wyleciał zaspany na pokład. Okazało się, że przez 3 godziny upłynęliśmy ledwie 2 mile do przodu, za to na GPSowym tracku Klaus z mozołem pisał swoje imię. Jak potem Rike nam zeznał, Klaus mówił, że dziwnie wieje, bo on płynie, a wiatr jest raz z jednej, raz z drugiej strony. Tośmy się chwilę pośmiali, ale szybko pogoda zmazała uśmiechy z naszych twarzy. Łódź nie była przygotowana na takie warunki. Podczas rolowania wszystkie niedoróbki w przygotowaniu natychmiast się uwidoczniły. Graty latały po pokładzie, tworząc nie lada widowisko…

Odstawiamy Sigandora
Odstawiamy Sigandora

Niezła wkrętka

Nagle krawaty jednego ze sztaksli pękły, a szoty rozwiniętego do połowy żagla zsunęły się i zaczęły ciągnąć po wodzie. Na ochotnika ruszyłem wyciągnąć szoty. Kiedy wyciągnąłem pierwszy i zabrałem się za drugi, poczułem ewidentnie szarpnięcie. Szot wkręcił się w śrubę! Silnik jęknął, ale na szczęście nie stanął. Ufff!… Bez napędu bylibyśmy w poważnych tarapatach. Rozłożenie żagli w tych warunkach i w tyle osób było niemożliwe. Szybka burza mózgów, co robimy z tym całym bałaganem, nie dała natychmiastowej odpowiedzi. Fale zrobiły się duże i woda już solidnie przelewała się przez pokład Sigendora. Bardzo się wtedy cieszyłem, że chociaż ubranie zabrałem odpowiednie.

Wreszcie jest decyzja. Zostawiamy szot jak jest i kręcimy się do świtu, żeby do Kołobrzegu wejść przy świetle. W obecnych warunkach główki portowe i tak byłyby za wąskie – nie potrzebowaliśmy do tego jeszcze ciemności.

Całą noc krążyliśmy jakieś 5 mil od Kołobrzegu.

Podczas kolejnych godzin rolowania niezabezpieczona gaśnica pianowa do silnika wpada do kambuza. Urywa się końcówka i cała zawartość piany rozprowadzona zostaje po kuchni. Wraz z wodą cieknącą przez wentylatory na dachu sterówki, bo fale już tak wysoko wskakiwały na pokład, tworzy maź, na której ciężko byłoby ustać na lądzie, a co dopiero przy kołysaniu +- 30st. Razem z Adamem ogarniamy wstępnie ten bajzel. Miny mamy nietęgie. Zbliża się świt…

Co się wydarzyło w Kołobrzegu? Dowiecie się wkrótce

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz