Poradniki Przygotowania Żagle

Nowe wyzwania i nowe możliwości

Odwiedziwszy w ostatnich miesiącach kilkadziesiąt portów, mieliśmy okazję poznać wielu żeglarzy, którzy zmienili swoje życie i ruszyli w podróż przez świat. Siłą rzeczy nie raz dyskutowaliśmy z nimi o rozwiązaniach, które poprawiają bezpieczeństwo lub wygodę rejsu, a które nie są typowe, ani popularne. Jednym z takich urządzeń jest Thermomix, który spotkaliśmy na zaledwie dwóch innych jachtach. Tymczasem z każdym dniem, w którym nam on towarzyszy, upewniamy się o jego wygodzie i uniwersalności. Zobaczcie dlaczego!

Darłowo, kwiecień

Remont jachtu OSHEE, który poprzedzał start naszej ekspedycji, okazał się być ogromnym wysiłkiem – tak czasowym, jak i organizacyjnym. Pozwolił nam jednak również wdrożyć kilka zupełnie nowych rozwiązań między innymi do jachtowej kuchni, czyli kambuza. Nie chcieliśmy instalować na jachcie gazu, który jest cięższy od powietrza, w związku z czym jest trudny do wentylacji w przypadku nawet drobnych wycieków. Ostatecznie zdecydowaliśmy się zatem na podwójną płytę indukcyjną o mocy 3 kW oraz mały piekarnik z termoobiegiem o mocy ponad 2 kW. Brakowało nam jednak pomysłu na urządzenie, które przy znacznie mniejszym zapotrzebowaniu energetycznym, pozwoliłoby przygotowywać posiłki w trudniejszych warunkach albo podawać lekkie i szybkie przekąski w wa-runkach portowych. Rozwiązanie naszej łamigłówki właściwie od ręki znalazła Magda – Thermomix!

W teorii był to mariaż idealny. Thermomix to przecież zwarte, kompaktowe urządzenie, które łatwo jest zainstalować choćby na kawałku wolnego blatu, a miejsca na jachcie ekspedycyjnym nigdy nie jest dość. Składa się tak naprawdę tylko z jednego naczynia, w którym można gotować praktycznie całe posiłki, co pozwala szybko nie tylko gotować, ale też później zmywać – oszczędzając słodką wodę. Blokowane zamknięcie nie tylko zwiększa energooszczędność przy funkcji gotowania, ale też zapobiega rozlewaniu się zawartości przy przechyłach jachtu na fali. Wreszcie na pokładzie pojawiał się pierwszy zawodowy kucharz, wprawdzie automatyczny, ale swoimi kompetencjami przerastający na pewno nie jednego podróżnika i żeglarza.

Wobec tradycyjnego braku czasu podczas przygotowań, testy urządzenia były wyjątkowo krótkie i tylko w wa-runkach domowych. Prawdziwy sprawdzian, czy praktyka dorówna tej pięknej teorii, Thermomix miał przejść w warunkach bojowych – już na pokładzie w czasie wyprawy.

Gdańsk, maj

Pierwszym miastem na naszej trasie był Gdańsk, port macierzysty jachtu OSHEE. W krótkiej trasie z Darłowa mieliśmy pierwsze awarie i naprawdę ciężkie zafalowanie. Nikt poważnie nie myślał o jedzeniu – chyba że o tym wypadającym z szafek. Swój chrzest operacyjny Thermomix przeszedł zatem na koniec maja w samym Gdańsku, gdzie odwiedzali nas znajomi, żeby pożegnać się przed opuszczeniem Polski. Mając na głowie ostatnie prace naprawcze i konieczność dokończenia zaprowiantowania, gdzie nawarstwia się zmęczenie i każda godzina jest na wagę złota, możliwość łatwego i szybkiego przygotowania przekąsek i napojów przywitaliśmy z niekłamanym entuzjazmem. A Thermomix spisał się w tym wręcz wyśmienicie – naszymi faworytami zostały zabajone i serek na słodko.

Møn, czerwiec

Czerwiec na Morzu Bałtyckim był bardzo kapryśny. Na przemian spotykały nas absolutne cisze, kiedy pozostawał nam tylko silnik, przerywane kilku- lub kilkunastogodzinnymi silnymi podmuchami wiatru, nieodległymi od granicy sztormu. Dla nadal właściwie w pełni zapakowanego jachtu oraz załogi dopiero poznającej zachowanie jednostki, nie były to warunki komfortowe. Schronienia przed sztormowym wiatrem szukaliśmy na duńskiej wyspie Møn, pełnej wprost magicznych widoków malowanych promieniami słońca.

Klintholm, bo tak nazywał się ten port, był bardzo piękną i przyjazną mariną – niestety położoną nie dość że w Skandynawii, to jeszcze na wyspie, a nie kontynencie, co jeszcze bardziej ograniczało zaopatrzenie i windowało ceny. Dość powiedzieć, że jeden bochenek – niespecjalnego w smaku – chleba potrafił kosztować nawet kilkanaście euro, a więc sporo ponad 50 złotych. Na szczęście ponownie dała znać o sobie uniwersalność urządzenia Thermomix. Mając na pokładzie piekarnik oraz swobodny dostęp do prądu – staliśmy zacumowani w porcie, podłączeni do instalacji brzegowej – mogliśmy zupełnie samodzielnie przygotowywać sobie ciepłe i chrupiące pieczywo. W zimne, sztormowe dni była to wspaniałe urozmaicenie pokładowego jedzenia.

Zatoka Biskajska, lipiec

Brak wiatru dał nam we znaki również na niesławnej Zatoce Biskajskiej. W opowieściach Biskaje na ogół jawią się jako ciężka przeprawa, pod silny wiatr i stromą falę, która na przestrzeni kilku kilometrów wypiętrzana jest przez dno unoszące się z głębokości ponad pięciu kilometrów do zaledwie kilkuset metrów. Nic z tego. Nasza lipcowa podróż odbyła się na silniku, w zupełnie bezwietrznych warunkach, w dodatku przy upiornych upałach, które wszędzie wokół powodowały ogromne pożary lasów.

Nasza desperacja, żeby się ochłodzić, doprowadziła nas między innymi do nurkowania na środku Zatoki Biskajskiej w Ocenie Atlantyckim, który pod nami sięgał pięciu tysięcy metrów. Oczywiście głębokość naszego zanurzenia nie przekraczała 50 metrów, czyli zaledwie procenta wody, która znajdowała się pod kilem jachtu OSHEE! Prawie pięć dób spędzone na Biskajach było też czasem, kiedy po raz pierwszy w pełni doceniliśmy możliwość przygotowania w dosłownie kilka minut lodowatej lemoniady i sorbetów owocowych. Przepastna zamrażarka, w połączeniu z TM5, okazały się doskonałym sposobem ochłody bez opuszczania pokładu.

Cieśnina Gibraltarska, sierpień

Rejs z Europy do Afryki, przez niesławną Cieśninę Gibraltarską, w przeciwieństwie do przepłynięcia Zatoki Bi-skajskiej, dorównał swojej groźnej sławie. Trasę o długości zaledwie około 50 mil pokonywaliśmy w sztormowym, sierpniowym wietrze, którego prędkość osiągała 75 kilometrów na godzinę. Być może było to wynikiem znacznie już większego doświadczenia załogi w żegludze na OSHEE w porównaniu do Morza Bałtyckiego, ale tym razem zdecydowanie myśleliśmy o jedzeniu, najlepiej ciepłym. Ponad dwumetrowa fala nie przeszkodziła wachcie kambuzowej i urządzeniu Thermomix przygotować pysznego kremu z cukinii. Trudno przecenić, jakim luksusem jest duży kubek gorącego kremu z cukinii pośród gniewnego oceanu!

Wyspy kanaryjskie, wrzesień

Wrześniowy pobyt na Wyspach Kanaryjskich przyniósł nam także niespodziewane spotkanie. Poznaliśmy nowego armatora legendarnego jachtu Polonez, którym kapitan Krzysztof Baranowski na początku lat siedemdziesiątych opłynął świat dookoła. Mieliśmy okazję posłuchać wizji gruntownego remontu Poloneza, która właśnie odbywa się w stoczni w Szczecinie. Celem przebudowy jest przywrócenie jachtu do stanu świetności z lat siedemdziesiątych, kiedy brał on udział w prestiżowych zagranicznych regatach i ekspedycjach.

Podczas omawiania planów konkretnych modyfikacji, usłyszeliśmy zapowiedź zamontowania w kambuzie Poloneza nowatorskiego urządzenia, które rozwiąże właściwie wszystkie problemy z gotowaniem na pokładzie, a jeszcze nigdy nie było montowane na jachtach. Nazwy tego urządzenia nie poznaliśmy do momentu, kiedy armator Poloneza odwiedził z rewizytą jacht OSHEE. Z chwilą wejścia do naszego kambuza jego mina zdradziła skrywaną dotąd tajemnicę – chodziło oczywiście o urządzenie Thermomix, które z doskonałym skutkiem pływało z nami już od kilku miesięcy!

Epilog, październik

Minął październik. Jeszcze chwilę temu staliśmy w przepięknej Marinie San Miguel, graniczącej z kompleksem luksusowych pól golfowych, czekając na mechanika, który zajmie się naszym silnikiem. Dosłownie kilka godziny wcześniej jego awaria spowodowała, że nie byliśmy w stanie o planowanym czasie zejść z kotwicy. Wobec prawie dwumetrowego odpływu, silnego przyboju i przybierającego wiatru groziło to zerwaniem kotwicy i niechybnym rozbiciem jachtu o skały, które piętrzyły się dosłownie kilkanaście metrów dalej. Na szczęście w ostatniej chwili udało nam się odpalić silnik „na krótko”. Przed nami zasłużona chwila odpoczynku. Właśnie pojawiła się Caipiroska z toastem „za cudowne ocalenie”. Oczywiście z urządzenia Thermomix!

VORWERK THERMOMIX NA POKŁADZIE JACHTU

Plusy

  • Zwarta i solidna konstrukcja
  • Gotowanie tylko w jednym naczyniu
  • Blokowana pokrywka
  • Efektywność energetyczna
  • Duża łatwość i szybkość gotowania
  • Przygotowanie posiłku w jedną osobą
  • Różnorodność zimnych i ciepłych dań i napojów

Minusy

  • Wersja tylko 230V
  • Możliwość jednorazowego gotowania dla maks. 5-6 osób
  • Niestabilny pomiar wagi przy zafalowaniu

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz