Argentyna Brazylia Inne Przygotowania

Iguazu – podróżowanie i wodospady

Od razu wyjaśnię: kiedy jestem w podróży – jestem szczęśliwa. I nieważne, czy to podróż do Koluszek, czy do Banjulu, czy rowerem, czy pociągiem, czy autobusem. Podróżowanie działa na mnie jak narkotyk – jest mi dobrze, nie czuję zmęczenia, śpię jak zabita i mam zawsze dobry humor. Mam marzenie o backpackerskim przejechaniu z Alaski do Patagonii. Albo o opłynięciu świata dookoła 😉 Na razie powoli skreślam punkty z listy, bo mam listę podróżniczych celów. Następnym jest Antarktyda. I to zaraz.

Wodospady Iguazu

Ale zanim tam pożegluję zrobiłam sobie mały wypad nad Iguazu. Żałuję, że nie miałam więcej czasu, żeby dojechać tu z Buenos Aires autobusem i popatrzeć na argentyńskie krajobrazy. Wybrałam samolot, co przy dobrych wiatrach pozwala nie rozpaść się budżetowi. Za to na miejscu, poza biletem wstępu do parku, pojechałam po ekonomicznej bandzie – najtańszy zapyziały hostel w mieście z wieloosobowym pokojem (pełnym backpackerów i opowieści o podróżach wszędzie i we wszystkich językach – me gusta), bułka z masłem, melon, pomarańcze i woda. A, i lody, bo mieli w lodziarni internet.

Iguazu porywa. Naprawdę. Szłam, trochę jak niewierny Tomasz, przez ścieżki w resztkach dżungli, nad głową latały czarne ptaszory jak pterodaktyle, wokół kolorowe motyle wielkie jak wróble, potem szłam i szłam przez rampy nad rozlewiskiem rzeki o lekko rdzawym kolorze, a potem nagle to wszystko spadło w dziurę. Miliony ton wody! Moc! 70 metrów w dół. Moja szczęka też opadła.

Iguazu

Mogłabym patrzeć na to godzinami, ale trzeba innym zrobić miejsce. Na szczęście wstałam raniutko i nie było jeszcze tłumów. Mogłam się spokojnie ponapawać. I tak napawałam się kolejne 6 godzin, robiąc ponad 15 kilometrów w 40-stopniowym upale, pod stale włączonym zraszaczem. Nie powiem, jak kretyńsko mnie to słońce spaliło. Dość, że Manuel – gospodarz hostelu – ryknął gromkim śmiechem, a mój nos płonie.

NIguazuie udało mi się zrobić wycieczki łodzią pod wodospad bo przyszła burza i ostatni wypływ odwołali. I słusznie. Zaoszczędziłam 1.200 peso i wydałam je na pamiąteczki.

Wyprawa nad Iguazú jako cel podróży to za mało, ale jako miejsce na trasie lub bonus – tak jak w moim przypadku – naprawdę super!

Natura pokazuje tu swoją odwieczną moc i przypomina, że człowiek jest na jej łasce. No i piękno, które zdecydowanie trzeba chronić – przypomina o tym poster pokazujący jak znika dżungla, większość go nie zauważy, ale na mnie zrobił wrażenie.

Krem z faktorem 8 milionów na grubo polecam.

Pozdro z gate 8. Czas start!

Tymczasem czekam na kolejny samolot – tym razem na koniec świata, do Ushuaia.

Przez najbliższe 5 tygodni czekają mnie zimno, śnieg i wiatr. I uchatki, foki, lamparty morskie, humbaki, albatrosy, rybitwy, wydrzyki, petrele – a wszystko to na wyciągnięcie ręki.

Antarktyda. Horn. Oby Neptun był łaskawy jak 3 lata temu!

Autorką tego artykułu jest oczywiście Monika, która przedstawi się Wam, jak tylko wróci z Antarktyki. Wtedy też zapewne dowiecie się o przygodach, które spotkały ją na lodowatym Oceanie Południowym!

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz