Afryka Przygotowania Żagle

Grinch: Świąt nie będzie

Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra mieliśmy spędzić już poza Wyspami Kanaryjskimi – na Wyspach Zielonego Przylądka, w drodze przez Atlantyk na Karaiby. Generator miał być przecież gotowy najpóźniej w połowie grudnia.

GENERATOR

Od końca listopada generator był u Maćka w warsztacie, wraz z wszystkimi częściami zapasowymi, czekając tylko na ostateczne złożenie. Przynajmniej taką informację od niego otrzymaliśmy. Kanaryjska rzeczywistość miała być oczywiście jak zawsze nieco bardziej skomplikowana. I dużo bardziej długotrwała.

W pierwszej połowie grudnia z Maćkiem… nie udało nam się ani razu skontaktować! Przestał odpowiadać na maile, telefon SMSy czy WhatsAppa. Drzwi do jego domu i warsztatu były zamknięte na cztery spusty mimo kilku wizyt. Wyjechał? Bez żadnej informacji czy ostrzeżenia? Po prostu zniknął! Pojawił się niedługo przed Świętami Bożego Narodzenia, z dobrze nam znaną wiadomością – jednak z generatorem sobie nie poradzi. Cóż, biorąc pod uwagę stan, w jakim zastaliśmy generator u niego w warsztacie, trudno byłoby sobie z nim poradzić w ogóle go nie ruszając…

Oczywiście po naszych doświadczenia w Las Palmas na Gran Canarii nie byliśmy już na tyle naiwni, żeby nie mieć planu zapasowego. Widząc problemy z kontaktem z Maćkiem na początku grudnia, od razu znaleźliśmy nowy serwis. Tyle że nie mogliśmy nic zrobić dopóki nie uda nam się fizycznie odebrać generatora. W efekcie tego dopiero przed samymi Świętami Bożego Narodzenia urządzenie trafiło do warsztatu do Irka i Adama, którzy okazali nam mnóstwo serdeczności i pomocy. Po dwóch dniach cały generator był rozłożony na pojedyncze części oraz gotowa była pełna diagnoza i lista części do zamówienia. Tradycyjnie już postanowiliśmy ściągnąć je z Polski, szczególnie że mieliśmy tam lecieć na Święta do naszych rodzin. Dawało to nadzieję, że tuż po powrocie, w pierwszej dekadzie stycznia, naprawa zostanie wreszcie zakończona.

TENERYFA

Poza dramatycznymi przejściami z naprawą generatora, wyspa przyjęła nas niezwykle życzliwie. Liczne miejsca nurkowe pozwoliły nam nie tylko zobaczyć prawdziwe cuda natury oraz nakręcić podwodne filmy, ale też zakończyć kursy nurkowe całej załogi. W promieniu dziesięciu kilometrów od nas znajdowały się też najlepsze spoty do surfingu i kitesurfingu, z czego ochoczo korzystaliśmy, szlifując nasze umiejętności oraz budując formę fizyczną. Sporo czasu spędzaliśmy też na rowerach, zwiedzając południowe wybrzeże wyspy. Wynajęliśmy też na kilka dni, żeby zwiedzić centrum i północ wyspy – szczególnie zależało nam na niezwykle malowniczym parku narodowym Anaga, położonym na niezwykle malowniczych wzgórzach tuż nad oceanem oraz wejściu na wulkan Teide – najwyższy szczyt nie tylko Hiszpanii, ale też wszystkich wysp położonych na Oceanie Atlantyckim.

OSHEE

Naturalnie nie zapominaliśmy też o naszym jachcie. Zakończyliśmy właściwie wszystkie prace konserwacyjne na pokładzie oraz przygotowaliśmy jacht do kilkutygodniowej podroży oceanicznej, instalując nowe wyposażenie oraz zmieniając konfigurację niektórych dotychczasowych urządzeń. Zrobiliśmy też duże zakupy spożywcze i chemiczne, żeby mieć gwarancję, że jesteśmy wystarczająco zaaprowizowani aż do samych Karaibów. Przed naszym wylotem na Święta Bożego Narodzenia do Polski wszystko wydawało się być gotowe. Wrócić mieliśmy tuż po Świętach lub Nowym Roku. Świat stał przed nami otworem…

Przebieg ekspedycji można śledzić na bieżąco na naszym Facebooku, Instagramie i Twitterze.

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz