Dania Inne Przygotowania Żagle

Christianso i historia odbijaczy

Rejs na Christianso

Po trudach poprzedniego dnia, w sobotę rano obudziliśmy się z uśmiechem na twarzy (szczególnie ja), bo oto mieliśmy ruszać na Christianso. Wyspa ta jest położona kilka mil morskich od Bornholmu. Czytałam o niej wiele wspaniałych rzeczy i zapragnęłam do niej dopłynąć od pierwszego razu, gdy o niej usłyszałam.

Zaraz po śniadaniu i przygotowaniu łodzi, ruszyliśmy w kierunku archipelagu o nazwie Ertholmene. Odległość dzieląca nas od celu wynosiła zaledwie siedem mil morskich. Na tym krótkim odcinku Marcin postanowił po raz pierwszy użyć samosteru wiatrowego, który poza oczywistą zaletą – nie pożerania prądu, miał jeszcze jedną dodatkową – był całkowicie cichy.

Ekspedycja "RATrejs. Dookoła świata" - Christianso

Samotny odbijacz na środku morza

Rejs upływał nam bardzo spokojnie, gdy nagle Maks oderwał mnie od czytania książki krzycząc, że widzi na wodzie unoszący się odbijacz. Podbiegłam do niego i razem wpatrywaliśmy się w morze. W pewnym momencie rzekomy odbijacz uniósł się lekko do góry, by po chwili zniknąć pod powierzchnią wody. Wtedy dotarło do nas, że to była samotna foka. Uśmialiśmy się po pachy i postanowiliśmy, że od tej pory foki będziemy nazywać odbijaczami.

Około godziny 14 dotarliśmy na miejsce. Dwie główne wyspy to Christianso i Frederikso, które są dostępne dla przybywających turystów. Na każdym kroku znajdziemy zabudowania i fortyfikacje z różnych okresów historycznych, wkomponowane w naprzemiennie skalisty krajobraz i bujną roślinność.

Główna twierdza została założona w 1684 roku przez króla Christiana V do obrony interesów Królestwa Duńskiego na Bałtyku.

Dzisiaj mury obronne, baszty, wieże, szachulcowe budynki i kamienne chaty wyglądają prawie tak samo jak wtedy, gdy ostatni żołnierze opuszczali fortecę w 1856.

Ekspedycja "RATrejs. Dookoła świata" - Christianso
Ekspedycja "RATrejs. Dookoła świata" - Christianso
Ekspedycja "RATrejs. Dookoła świata" - Christianso, foki

Ponownie odbijacze!

Wieczorem wybraliśmy się na drugą stronę wyspy Frederikso, gdzie znajdowała się mała skocznia i drabinki do wychodzenia z wody. Żeby nie było tak łatwo, nie udaliśmy się tam najprostszą drogą, czyli przez most łączący dwie wyspy, a pontonem – opływając wyspę. Do tego wyczyny wykorzystaliśmy mięśnie Marcina. Po krótkiej kąpieli i kilku skokach do lodowatej wody, postanowiliśmy wracać na nasz jacht. Po drodze, w oddali dało się słyszeć dziwne dźwięki dochodzące z pobliskiej, niezamieszkałej przez ludzi wysepki Græsholm. Przy gasnącym już świetle słońca, kilkadziesiąt metrów od nas zauważyliśmy unoszące się na powierzchni… „odbijacze”. Od razu zamarliśmy i zaczęliśmy mówić szeptem, by przypadkiem ich nie spłoszyć. Co bardziej ciekawskie i odważne sztuki podpływały na odległość mniejszą niż 10 metrów od naszego pontonu. Niestety żadna z fok nie była na tyle odważna lub szalona, by dać się pogłaskać.

Dryfowaliśmy w tym miejscu ponad dwadzieścia minut, ciesząc się tym pięknym widokiem oraz zachodzącym słońcem. Rozemocjonowani wróciliśmy na łódź i od teraz Christianso zostało dla nas wyspą “odbijaczy”.

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz