Afryka Żagle

Casablanca

Po trzech miesiącach żeglugi przez Europę, OSHEE World Expedition zaczynała dużo bardziej wymagający, ale też dużo ciekawszy etap wyprawy – staliśmy u wrót Afryki. Przed nami otwierało się Maroko, Madera, Wyspy Kanaryjskie, Sahara Zachodnia, Madera, Senegal i Gambia.

Gibraltar

W niedzielę 26 sierpnia 2018 roku, po uzupełnieniu zapasów i paliwa (Gibraltar jest strefą bezcłową, więc ropa jest prawie dwa razy tańsza niż w europejskich marinach), opuściliśmy Europę, wypływając z Gibraltaru, z Morza Śródziemnego w kierunku Oceanu Atlantyckiego oraz Afryki i marokańskiego Tangeru. Podróż zapowiadała się na szybką i sprawną – prognozy przewidywały wiatr nieprzekraczający 30 węzłów, a przed sobą mieliśmy w linii prostej niecałe 30 mil rejsu. Rzeczywistość oczywiście była jednak nieco bardziej skomplikowana.

Po pierwsze, w Cieśninie Gibraltarskiej przez praktycznie całą dobę jest bardzo intensywny ruch statków – zarówno tych największych – towarowych, jak również małych jachtów żaglowych i motorowych. Żegluga, szczególnie nocna, wymaga zatem dużej uwagi i aktywności. Po wtóre, musieliśmy przeciąć jedną z najbardziej zatłoczonych morskich „autostrad”, która uniemożliwia bezpośrednie płynięcie do Afryki. Podobne znaczenie mają silne lokalne prądy – płynące w przeciwnych kierunkach po obu stronach Cieśniny – które dalej modyfikują optymalną trasę podróży. Wreszcie prognozy pozostają tylko przewidywaniami, a wąski przesmyk między Europą i Afryką dodatkowo napędza przeciskające się przez niego masy powietrza. W efekcie zamiast zakładanych niecałych 30 węzłów, nasza podróż odbywała się przy porywach osiągających 40 węzłów – czyli sztormowej „ósemki” w skali Beauforte’a.

Tanger

Królewska marina w Tangerze została uruchomiona zaledwie kilka miesięcy wcześniej i nadal trwały w niej prace budowlane, zatem nasza zaufanie do szeroko pojętej infrastruktury było ograniczone. Biorąc dodatkowo pod uwagę warunki pogodowe oraz ekspozycję mariny na wiatr, zdecydowaliśmy się nie wchodzić do mariny w nocy, tylko stanąć na kotwicy w osłoniętej od wiatru zatoce i przeczekać do świtu, kiedy wiatr miał dodatkowo słabnąć. Kolejne godziny pokazały, że była to słuszna decyzja. W Tangerze spędziliśmy dwa dni, zwiedzając zabytkowe, pełne lokalnego kolorytu centrum miasta i delektując się lokalnymi kulinariami. Szczególnie duże wrażenie zrobiła na nas tangerska Medyna – zabytkowe stare miasto z bazarami i głównym meczetem.

Al-Dżadida

Następnie ruszyliśmy w kierunku Al-Dżadidy (Mazagan). Niestety, mimo ogromnych chęci zwiedzenia Casablanki, musieliśmy ją ominąć, gdyż trwa tam obecnie budowa nowej mariny, a do portu handlowego i rybackiego jachty żaglowe nie są wpuszczane. Do Al-Dżadidy dotarliśmy 30 sierpnia, po dwóch dobach żeglugi. Również tam trwały w porcie prace remontowe – w przeciwieństwie do Casablanki w żaden sposób nie zapowiedziane – jednak udało nam się wynegocjować w kapitanacie możliwość stanięcia na jedną dobę na kotwicy w basenie portowym. Na miejscu największe wrażenie zrobiły na nas wciągnięte na listę światowego dziedzictwa UNESCO nadal zamieszkane pozostałości XVI-wiecznego, ufortyfikowanego portugalskiego miasta Mazagan, wokół którego wyrosła dzisiejsza Al-Dżadida. W okolicach Al-Dżadidy awarii uległ nasz pokładowy generator, co miało mieć w przyszłości bardzo duże konsekwencje dla naszej wyprawy.

AS-SUWAJRA

Kolejnym przystankiem na naszej trasie była As-Suwajra (Essaouira lub Mogador), odległa od Mazagan zaledwie o dobę żeglugi. Port w As-Suwajrze także jest w rozbudowie – widać już zarys nowej mariny jachtowej. Ze względu na brak miejsca za główkami, stanęliśmy na kotwicy poza portem, w spokojnej zatoce na obrzeżach miasta. W Essaouirze spędziliśmy 8 dni, czekając na przylot odwiedzającej nas znajomej – Ewy. Czas ten wykorzystaliśmy jednak do ostatniej minuty. Sama As-Suwajra pełna jest fascynujących widoków – jej Medyna z dawnymi wałami i fortami obronnymi również widnieje na liście światowego dziedzictwa UNESCO, a pełne sklepików, targów i bazarów miasto tętni życiem tak przed zachodem, jak i po zachodzie słońca.

MARRAKESZ

Kotwiczenie w Mogador wykorzystaliśmy również na zwiedzenie absolutnie nieprawdopodobnego Marrakeszu, który ogniskuje w sobie unikalną, marokańską kulturę. Niesamowite wrażenie sprawiają meczet i medrasa Alego ibn Jusufa, meczet Księgarzy czy nekropola Sadytów. Także sama Medyna z murami obronnymi i licznymi bramami od wielu dekad figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Marrakesz był także naszą bazą wypadową w okoliczne góry Atlas. Nasza załoga zdobyła Dżabal Tubkal, najwyższy szczyt Maroka i Afryki Północnej o wysokości 4.167 m n.p.m., nocując po drodze w namiotach na wysokości ok 3.200 m n.p.m. w temperaturach oscylujących wokół zera stopni Celsjusza. Na motocyklach przejechaliśmy też na drugą stronę Wysokiego Atlasu, do Warzazat, będącej wrotami na afrykańskie pustynie i ufortyfikowanej wioski Aït Benhaddou, wpisanej na listę dziedzictwa światowego UNESCO.

MADERA I PORTO SANTO

W kolejną niedzielę, 9 września, chwilę po północy opuściliśmy kontynent Afrykański, ruszając w kierunku portugalskiego archipelagu Madery. Dzielące nas od wyspy Porto Santo 350 mil morskich pokonaliśmy w trzy doby przy bardzo zróżnicowanym wietrze – momentami, pomimo 25 ton masy jachtu OSHEE, długimi chwilami przekraczaliśmy prędkość 11 węzłów!

Na Porto Santo dołączyła do nas kolejna grupa znajomych – Jola i Łukasz, którzy zwiedzali archipelag Madery i mieli z nami płynąć na Wyspy Kanaryjskie. Po dwóch dniach spędzonych na drobnych pracach pokładowych oraz zwiedzaniu i jedzeniu chwilę przed północą 12 września ruszyliśmy w kierunku Wysp Kanaryjskich, na których czekały nas kolejne zmiany w załodze.

Przebieg ekspedycji można śledzić na bieżąco na naszym Facebooku, Instagramie i Twitterze.

Może Ci się także spodobać...

Brak komentarzy

Napisz komentarz